Mariusz Więcek - Dar Języków

(Za)świat obecny


dlaczego w nocy śni się umarły ojciec
jakby nie miał odwagi

przyjść za dnia i pomówić ze mną wytłumaczyć się ze swojej śmierci nie

mnie może najwięcej ale matce która wierzy że ciepło znicza jest

daleką pochodną jego miłości a w każdej rysie pomnika doszukuje się

tajemnego języka umarłych uczyłem się łaciny która jest martwym językiem ale z nim

wciąż nie umiem się porozumieć może on się nie uczył
a może po prostu śmierć

uderzyła mu do głowy
i zmienił się nie do poznania

21 stycznia 2005

Mariusz Więcek ma prawo czuć się zagubiony, nie posiada bowiem wielu cech
typowych dla jego piszących rówieśników, cech - chciałoby się rzec - gatunkowych młodego poety przełomu tysiącleci. Jest żałośnie staroświecki: chęć tworzenia żywej poezji jest dla niego ważniejsza od uczestniczenia w życiu poetyckim, jest mało aluzyjny - nie imituje stylu żadnego ze starszych o dekadę czy dwie poetyckich idoli, nie wdaje się w hermetyczne polemiki z kolegami po piórze, nie dedykuje im wierszy, niespecjalnie się też własnym oczytaniem popisuje, żadnych nawiązań do Foucault, Rorty'ego, Lyotarda, Baudrillarda. Derridy, i co najgorsze - nawet do poetów amerykańskich, a nie inspirować się Amerykanami, to występek w młodym polskim światku literackim - niewybaczalny. Więcek nawet nie jest śmieszny, on jest
- o zgrozo - nadzwyczaj poważny, bo nie uprawia zgrywy dla zgrywy, bo nie sypie dowcipami, bo uśmiecha się tylko wtedy, gdy ma na to ochotę. Na dodatek:
uśmiecha się, zamiast obśmiewać, baba nie poeta - powie ktoś. Obcując od lat
z twórczością modnych poetów nowej generacji - chcę wyrazić swoją radość
z faktu, że Mariusz Więcek jest niemodny. Że od początku pisze na własny rachunek
i już w debiutanckim tomiku udaje mu się osiągnąć zadziwiającą czystość głosu.

Tadeusz Dąbrowski