Tadeusz Dąbrowski - poeta
Tadeusz Dąbrowski - ur. w 1979 r. Poeta, eseista, krytyk literacki. Redaktor dwumiesięcznika literackiego "Topos". Publikował m.in. w: "Tygodniku Powszechnym", "Twórczości", "Odrze", "Res Publice Nowej", "Kresach", "Lampie", "Dekadzie Literackiej", "Studium", "FA-arcie", "Frondzie", "Kwartalniku Artystycznym". Stypendysta Marszałka Województwa Pomorskiego (2005) oraz Baltic Center for Writers and Translators (Visby, 2004). Laureat "Czerwonej Róży" (2000, 2002), Nagrody Miasta Gdańska dla Młodych Twórców (2002). Nominowany do telewizyjnej Nagrody "Pegaza" za rok 2001. Tłumaczony na angielski, niemiecki, szwedzki, rosyjski, bułgarski i czeski. Autor książek poetyckich: Wypieki (Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 1999), e-mail (Biblioteka Toposu, Sopot 2000), mazurek (Biblioteka Studium, Kraków 2002) i Te Deum (Wydawnictwo a5, Kraków 2005). Mieszka w Gdańsku.

Tadeusz Dąbrowski jest nadzieją polskiej poezji.

Magazyn Kulturalny Pegaz, 3 I 2002.

Poza tym pisałam wiersze, różne utwory. Niektórzy nawet moi przyjaciele i znajomi twierdzili, że ładne, że mogłabym nawet z nimi wygrać niejeden konkurs. Bo wiesz. Miałam talent, umiałam użyć i odpowiednio i podmiotu lirycznego, i epitetu gdzie trzeba. I im się to niby podobało, ale jednocześnie słyszałam opinie, że widać wpływ frazy Świetlickiego przetworzonej przez Dąbrowskiego..., sam rozumiesz, jak to wtedy przeżyłam, ja myślałam, że piszę o swoich odczuciach, a okazało się, że piszę o odczuciach, które Świetlicki i Dąbrowski już mieli.

Dorota Masłowska [bohaterka powieści "Wojna polsko-ruska pod flagą biało czerwoną" Doroty Masłowskiej], "Wojna...", Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2002.


W tych naprawdę pięknych i niezwykle dojrzałych wierszach jest coś, co mnie zdumiewa. (...) Na przykład absolutny brak choćby śladu buntu. Tadeusz Dąbrowski widzi. Widzi i opisuje. Opisuje świadomie i precyzyjnie. I przeważnie z nutką aprobatywnego ciepła. Ale ta aprobata jest tylko pozorna. To aprobata kogoś, kto - przynajmniej na razie - pozostaje jednak na zewnątrz. (...) Wydaje się, że Dąbrowski napatrzył się na świat już tyle, że dokonał wyboru. I wprawdzie nie odrzucił w sposób zdecydowany świata zastanego, danego mu, ale ustawił się w roli wiecznego outsidera. Paradoks tego poety polega z grubsza na tym, że - mimo obecności w nim niezmierzonych pokładów tęsknoty za ciepłem, Bogiem, drugą osobą, miłością i uporządkowanym światem - wybiera dojmującą samotność.

Antoni Pawlak, "By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek", Autograf, nr 4 / 2002.


Dąbrowskiemu zależy na wiarygodności i autonomii podmiotowej, i szczęśliwie dysponuje odpowiednimi uzdolnieniami, aby to osiągnąć. To najmądrzejsza i najtrudniejsza interakcja poetycka - wiersz jest świadkiem wiersza - jakby intensywność istnienia świata była dla Dąbrowskiego wiarygodna jedynie w granicach wiersza. (...) Konstrukcja uczestniczy w kształtowaniu zdrowia, wrażliwości i wyobraźni bohatera tej poezji. (...) "Nie mam potrzeby poetyckiego mówienia..." - ten maksymalizm, zachowujący w pamięci wiersza wiele z tego, co zostało w poezji i dla poezji zwiastowane wcześniej, zapewnia już teraz poezji Dąbrowskiego oryginalność. Zwłaszcza wiersze miłosne, przezwyciężające antynomię czasu i uczucia, zgodnie z obietnicą tytułu Erotyk ponadczasowy, są wielkim osiągnięciem artystycznym młodego poety.

Wacław Tkaczuk, PR. II PR, 31 VIII 2002.

Alina Świeściak, "Mazurek Dąbrowskiego [5, 3]", Fa-art, nr 2-3 (48-49) / 2002.


"Sprawa polska" jakoś tam istniała w latach 70. i 80., i była to sprawa ważna, przynajmniej do pewnego stopnia. A co potem? Co z tym "ogrodem koncentracyjnym"? Co z "metaforą" Dąbrowskiego? Czy jest tu jakaś ciągłość? Czy w ogóle można jeszcze zasadnie mówić, że w poezji polskiej doby dzisiejszej istnieje jakiś nurt obywatelski, choćby nurt obywatelskiego buntu? Odpowiedzią na tak sformułowaną serię pytań mógłby być właśnie Mazurek Dąbrowskiego. To tom dojrzały, świadom podejmowanej gry intertekstualnej, co widać choćby w doskonale skonstruowanym wierszu traktat moralny, zgrabnie operujący ironią oraz autoironią, zdystansowany wobec wszelkiej gotowej formuły poetyckiej, a jednocześnie sprawnie demaskujący mechanizmy literackich prowokacji. (...) Wydaje mi się, że tom Dąbrowskiego - a właściwie cały jego dotychczasowy dorobek - wart jest już pogłębionej interpretacji, jest propozycją, której pominąć się nie da wśród tak wielu głosów poetyckich, często miałkich, niewyrazistych.

Leszek Szaruga, "Lekturnik (6)", Kwartalnik Artystyczny, nr 3 (35) / 2002.


Tadeusz Dąbrowski sprawdza religijność mniej w ramach tradycji, a bardziej - popkultury, co można już uznać za nową jakość. Wiersze o papieżu, rekolekcjach, odpuście w parafii, Jezusku ze sklepiku z dewocjonaliami, stały się nawet znakiem firmowym autora mazurka. Inny w nich jednak humor, niż u zestawianego z gdańszczaninem Adama Pluszki, humor Dąbrowskiego nie jest tożsamy z negacją. Śmieszność świętych obrazków nie z tego wynika, że nie odsyłają one do rzeczywistych wartości, ale raczej z dysproporcji, jaka powstaje pomiędzy nimi jako znakami a prawdą, którą mają symbolizować.

Artur Nowaczewski, "Roczniki siedemdziesiąte odbębniają wartę", Topos, nr 1-3 (68-70) / 2003.


Argumenty Dąbrowskiego przekonują właśnie dlatego, że niosą w sobie pęknięcia, momenty wahania, niepewności, i że są rezultatem zmagań toczonych nie z jakimś wyimaginowanym wrogiem wewnętrznym, lecz z "młodszym sobą": projekcjami i zmyśleniami siebie.

Jacek Gutorow, "Szczęśliwie rozregulowana", Topos, nr 1-3 (68-70) / 2003.


Nazwany w Tekstyliach "Świetlickim Północy" gdański poeta odnosi się jednak z ironią do twórczości autora Zimnych krajów. "Patrzę w oko zupy / i wzruszam ramionami" - pisze, parafrazując słowa wiersza Dla Jana Polkowskiego, który urósł niemal do rangi manifestu. Tym bowiem, co stanowi istotny wyróżnik poezji Dąbrowskiego, to poczucie humoru o barwie zdecydowanie jaśniejszej niż to, które spotykamy u lidera Świetlików. Pozwala ono spojrzeć bohaterowi tych wierszy z pewnym dystansem również na samego siebie. (...) Kiedy Dąbrowski pisze o miłości, posługuje się najczęściej strategią autodemaskacji, ukazując zafałszowania tkwiące w języku samego podmiotu.

Szymon Babuchowski, "O wirtualnym pokoleniu i prawdziwych poetach", Topos 1-3 (68-70) / 2003.


Tadeusz Dąbrowski jest niewątpliwie poetą, na jakiego czekali krytycy literaccy, a może nawet, kto wie, czytelnicza publiczność młodopoetycka. (...) Dąbrowski pasował wszystkim - jego poezja fundowana na gruzach bruLionu i dokonań postbruLionowców, a jednocześnie sięgająca głęboko do "wysokich" tradycji literackich, stanowiła nową, świeżą jakość, w której zarezerwowana dla klasycystów tematyka religijna sąsiadowała z banalizmem, popkulturą i współczesnymi atrybutami, zaś jej patronami byli na równych prawach Tadeusz Różewicz (a także inni, jeszcze dawniejsi, mistrzowie) i Marcin Świetlicki. (...) Mazurek wydaje się najlepszą okazją do przyjrzenia się poezji Dąbrowskiego, ponieważ książka ta jest niejako swoistym kalejdoskopem, przeglądem tendencji występujących w poezji gdańszczanina.

Jakub Moderski, "Wiara, nadzieja, miłość i... (po)nowoczesność", Ha! art, nr 1 (14) / 2003.


Asceza obrazowania, ocierająca się o alegorię, ale nie o płytkość. Właśnie ta prostota wydaje się najbardziej nowoczesnym elementem w poezji Dąbrowskiego. (...) Słowa mają ważyć tyle, ile ważą. To brzmi prawie jak reklamowy slogan. Język, którym reklamuje swe wiersze Dąbrowski, trafia do nas, jak ma trafić. (...) Młoda poezja zdaje się tworzyć w dialekcie niezrozumiałym dla tych, którzy byli przed i tych, którzy będą po. Mamy do czynienia z armią wychowanych na płytach Świetlików postbruLionowych epigonów. Poezja Dąbrowskiego jest inna. Podejmuje dialog z autorami starszymi, nie tylko o lat kilka. Punktem wyjścia staje się dla niej językowo Różewicz, moralnie Herbert. Paradoksalnie, dziś bunt wyrazić się może tylko brakiem buntu wobec uświęconych wartości. W tym sensie Dąbrowski jest buntownikiem.

Artur Nowaczewski, "Kręgosłup Tadeusza Dąbrowskiego", Fronda, nr 29 / 2003.


Pierwsza obserwacja, jaka się narzuca przy lekturze mazurka, to wyrazistość indywidualnej poetyki. Odrębność Dąbrowskiego, jeśli zważyć jego młody wiek i to, w jakich warunkach piszą poeci w Polsce, jest imponująca. (...) Jak Dąbrowski znalazł sposób, by przemówić własnym głosem? Otóż wybrał drogę nie tyle ucieczki czy uników. Przeciwnie, nie zaciera związków z poprzednikami, wskazuje swoje lektury, cytuje i wobec innych się dystansuje. Dotyczy to zarówno poetów dawniejszych, jak i współczesnych.

Jerzy Madejski, "Tekstylny", Pogranicza, nr 2 (43) / 2003.


Wyraźnie czuje się w Dąbrowskim typ poety tropiącego znaki czasu w sposób o wiele bardziej czuły niż socjologowie.

Piotr Matywiecki, "Przegląd wydarzeń poetyckich w Polsce na przełomie XX i XXI wieku",
Kultura polska (www.culture.pl), 2004.

Mam przyjaciela, młodego poetę z Gdańska. Nazywa się Tadeusz Dąbrowski, ma 25 lat, wydał dotychczas trzy tomy popmetafizycznych wierszy, którymi zdążył sobie zasłużyć na miano największej nadziei polskiej poezji od czasów Marcina Świetlickiego.

Wojciech Wencel, "Okulary i spirale", Nowe Państwo, nr 8 (350) / 2004.


Tadeusz Dąbrowski to poeta, który doskonale wie, czego chce od poezji i w poezji.

Janusz Drzewucki, "Rzeczpospolita poetów", Rzeczpospolita, nr 118 (7107) / 2005.


Myśl judeochrześcijańska, będąca źródłem owego zagrożenia podwójnością, pozwala zarazem na jej przezwyciężenie. Prawdziwe niebezpieczeństwo pojawia się wówczas, gdy podmiot ulega nie tyle rozbiciu, co rozproszeniu, rozmyciu na skutek intertekstualnej nadprodukcji sensów. Wtedy zanikają wartości, a także jakości, gdyż wszystkie idee funkcjonują w świadomości podmiotu niezależnie od siebie i na równorzędnych zasadach. Podmiot nie potrafi istnieć w pantekście, więc rozpada się, a następnie całkowicie zanika. Podmiot Dąbrowskiego został rozbity, ale nie rozproszony. Podejmując próbę scalenia siebie, pielgrzymując w poszukiwaniu znaczenia, które jest kapryśne i rzadko uchwytne, bohater Dąbrowskiego jak św. Jerzy wychodzi naprzeciw smokowi i toczy z nim walkę. Walkę o tyle trudniejszą, że smok jest wewnątrz niego, a zabijając smoka, zabija również siebie. W tym pojedynku nie ma wygranych, dlatego właśnie katolicyzm autora mazurka jest mądry i trudny.

Mariusz Więcek, "W poszukiwaniu signifie - o twórczości Tadeusza Dąbrowskiego", Autograf, nr 4 (85) / 2005.


Dąbrowski drukuje, a więc pisze, dużo. Jest poetą niejako symultanicznym wobec siebie samego, to w jego rozwoju artystycznym ważniejsze i wyraźniejsze niż linearność i chronologiczne następstwo wierszy i książek poetyckich (...). Wśród nowych wierszy Dąbrowskiego przeważają utwory bez tytułu, w tym braku sumuje się coś bardzo istotnego, już na poziomie gestu poetyckiego - aby nie szukać dla narracji lirycznej tego rodzaju wspomagania. Są to wiersze bez spinającego zwornika, więc wiersze ogołocenia, opuszczenia... Zwraca uwagę zmultiplikowanie motywu śmierci, niekiedy tak przejmujące, jak w elegii otwierającej antenową prezentację, niekiedy aż tak ryzykowne, jak w wierszu o ojcu, powiedziałbym, że ryzykowne najzwyczajniej po ludzku, jestem na pewno starszy od ojca poety i poczułem się nieco nieswojo. (...) Jaki jest więc status poezji i poety? Niejako rozstrzyga o tym wiersz dedykowany C. K. Norwidowi i T. Różewiczowi, byłby zresztą ważny i napięty do ostateczności także bez tej dedykacji, przekazuje bowiem w pozornie beznamiętny sposób odczucie poezji jako bytu sprzecznego w sobie. Dyskomfort to duży. Arystoteles wykluczał w ogóle tego rodzaju wariant bytowy jako niemożliwy, nikt tego nie wytrzyma. A poeta musi.

Wacław Tkaczuk, PR. II PR, 5 VIII 2005.


Kiedy Dąbrowski pisze: Igła skrzypu opada co i rusz na starą / płytę słońca z dźwiękami natury: / szum wiatru, plusk / wody plus świergot ptaków. Wycieraczki / trzcin regularnie rozmazują horyzont ("Łąka"). Albo: Już wieczór zwalniający z obowiązków poczucie / że nic się nie zrobiło i ten aksamitny / głos: lepiej że nie zrobiłeś nic / niż gdybyś miał zrobić coś / złego ("głos"), to mam wrażenie, że przemawia do mnie jeden z najważniejszych poetów urodzonych w drugiej połowie lat 70. Poeta o wypracowanym języku, niebywałej zdolności do wychwytywania paradoksów, zdolny do przetworzenia pozornie błahego szczegółu w porywający opis. Takich wierszy jest w Te Deum dużo. (...) Jeżeli porównać najnowszy zbiorek Dąbrowskiego z początkami jego twórczości, wyraźnie widać bieguny, pomiędzy którymi rozpięty jest poeta: z jednej strony to ciągle ten sam młody wrażliwiec, który kiedyś przeżył epifanię na stacji kolejowej w Zbąszynku i przekuł ją w piękny wiersz. Żarliwie wierszy w Boga i kobiece ciało, równie żarliwie wątpi. Po plecach widzialnego wskakuje wyżej, ku metafizyce. Z drugiej zaś strony, pojawia się Dąbrowski dorosły, ten, który ujawnił się w poprzednim tomie mazurek. Próbuje swych sił w filozofii języka, wymyśla metagry. I wypada w tym znacznie słabiej. Co nie znaczy, że przegrywa na całej linii, czego dowodem fantastyczny koncept w wierszu ***(Jestem ograniczony...), chyba jednym z najlepszych w całym tomie.

Michał Olszewski, "Poeta na wybojach", Gazeta Wyborcza Kraków, 6 IX 2005.


Zbigniew Herbert, do którego wyraźnie nawiązuje Tadeusz Dąbrowski, nie potrafił napisać erotyku. Jedyny (nie licząc juweniliów), jaki znamy, jest po prostu śmieszny. A Dąbrowski potrafi. Jest w tym subtelny i odkrywczy, a zdawałoby się, że już wszystko o miłości zostało napisane. Nieprawda. Miłość jest tu kołem ratunkowym. Tadeusz Dąbrowski nie jest zachwycony sobą. Bogu dzięki! Trawi go dojmujące poczucie nietożsamości. Wciąż pyta: kim jestem? I odpowiada: nie wiem. Szuka jednak swojej tożsamości (myślę, że niebezwiednie) tam, gdzie inni nie szukali, albo nie sądzili, że tam można cokolwiek znaleźć. W codzienności. Tak naprawdę tam są źródła poezji. W ożywczym dostrzeżeniu czegoś, co poeci wiekami przeoczali albo mieli inną codzienność. Jest bowiem w czytaniu wierszy Tadeusza Dąbrowskiego co krok coś odkrywczego. Jak o grzyby w jesiennym lesie, potykamy się o nieprawdopodobne wprost metafory. Proste i wysublimowane (...). Potykamy się o nie i żałujemy, żeśmy sami wcześniej nie spostrzegli. Przecież były w zasięgu ręki. Niestety. Niezbyt uważnie studiowaliśmy Platona. A może na szczęście: nie doświadczyliśmy złudnej harmonii świata.

Tadeusz Skutnik, "Dąbrowski, syn Herberta", Dziennik Bałtycki, 14 IX 2005.


Tadeusz Dąbrowski pisze ciąg dalszy pamiętnika wypełnionego subtelnymi roztrząsaniami o naturze Boga i Jego stosunku do człowieka. Najważniejszym problemem staje się tożsamość, pytanie o to, kim się jest i co znaczy być poetą. Szarzyznę egzystencji bohatera rozświetla ziemska miłość. Dawno nie czytałem tak żarliwych erotyków (ich adresatką jest Agnieszka). Wyjątkowość tego tomiku bierze się ze zderzenia pasji miłosnej z głęboką wiarą potwierdzoną serią świetnych modlitw. Wspaniałe wiersze o niemożności opisania Boga, kobiety i poezji.

Karol Maliszewski, "Modlitwy i erotyki", Ozon, nr 25 / 2005.


Porównanie wierszy Dąbrowskiego z dziełami jego rówieśników jest praktycznie niemożliwe. Wyróżnia się on bardzo dobrym opanowaniem języka i - przede wszystkim - ogromnym dystansem, z jakim obserwuje świat, poezję, a także siebie samego. Takim dystansem, jaki można znaleźć u poetów co najmniej o kilkanaście lat od niego starszych. Wiersze zebrane w Te Deum dotykają przede wszystkim tematów wiary i miłości. Bóg w utworach Dąbrowskiego jest gdzieś daleko, jest bytem niemożliwym do ogarnięcia ludzkim umysłem. Prawdziwą ludzką próbą jest wiara w Niego. (...) Miłość w Te Deum jest namiętna, fizyczna; to smak, zapach, dotyk włosów. I tu także pojawia się rozdarcie: jak połączyć ze sobą uczucie i dotyk, jak je opisać? W niektórych wierszach autor łączy ze sobą miłość i wiarę; trudno - podobnie jak w biblijnej Pieśni nad pieśniami - rozpoznać, czy ich adresatem jest ukochana czy Bóg. (...) Wiersze zebrane w Te Deum urzekają swoją elegancką precyzją, celną obserwacją, przejrzystością; zaskakują często niespodziewaną grą słów czy przerzutniami (...). Te Deum jest jedną z najważniejszych pozycji poetyckich wydanych w ostatnim czasie.

Mirosław Baran, "Z precyzją i dystansem", Gazeta Wyborcza Trójmiasto, 7 X 2005.


To się czuje, że Tadeusz Dąbrowski jest wielkim talentem poetyckim.

Tomasz Burek, "Tygodnik Literacki", Program 2 PR, 15 X 2005.


Dąbrowskiemu nasz świat składa się z nieustannych powodów do zaglądania na jakąś "drugą stronę". Pod podszewkę, pod skórę, za kurtynę i pod włos. Znajduje tam rzeczy naprawdę zaskakujące, ale tylko takie są ciekawe. Poza tym umie wspaniale bawić się poezją. Ktoś, kto wymyślił taką frazę: "Igła skrzypu opada co i rusz na starą / płytę słońca z dźwiękami natury: szum wiatru plusk / wody plus świergot ptaków", zasługuje, żeby mu ta płyta grała coraz piękniejsze melodie.

Tadeusz Nyczek, "Czytanie na trawie... albo co wygrywa stara płyta słońca", Przekrój, nr 42 / 2005.


Poezja / to mówienie / że ma się na końcu / języka (czasami / pokazywanie tego / końca) - napisał Tadeusz Dąbrowski na jednej z ostatnich stron wydanego w 2002 r. Mazurka, formułując głęboką i precyzyjną definicję poezji, która powstaje zawsze gdzieś pomiędzy wypowiedzianym i niewypowiedzianym. W Te Deum, kolejnym swoim zbiorze wierszy, młody poeta mówi, że ma na końcu języka, głosem bardziej jeszcze jasnym i pewnym. I rzeczywiście ma. A niekiedy ów koniec - nieśmiało, nonszalancko lub wręcz bezczelnie pokazuje. (...) Wiersze Dąbrowskiego są trochę jak żywe stworzenia. Bicie serca, rytm oddechu autora zdają się być wyczuwalne w samej formie utworów.

Zofia Król, "Na końcu języka", Tygodnik Powszechny, nr 50 / 2005.


Dąbrowski zaświadcza, że nie można dziś mówić o Bogu tak, jakby się było rycerzem prawdy. (...) Ta książka opowiada z pewnością o jednym: o niespodziance odkrycia innego formatu niż ten, w którym spełniamy - tu na ziemi - nasze marzenia, albo / i realizujemy nasze potrzeby. I oczywiście o tęsknocie za światem pełniejszej niż tylko zmysłowa (choć i ta nie jest do pogardzenia) satysfakcji. (...) Autor Te Deum portretuje indywidualną drogę niczego nie podsumowując. (...) Bardzo to przekonująca wizja tragicznego oglądu własnego bytu.

Jarosław Klejnocki, "Franciszkanizm kontra tragizm", Lampa, nr 12 / 2005.


Powiem szczerze i bynajmniej nie na końcu tego tekstu, lecz właśnie w tej chwili: długo czekałem na taką książkę. Na Te Deum Tadeusza Dąbrowskiego. (...) Witkacy pisał o małości tego wszystkiego, z powodu czego można umrzeć. Dąbrowski pisze o małości tego wszystkiego, z powodu czego można popełnić zło. Ale jednocześnie z właściwą sobie delikatnością (tak!) daje do zrozumienia, że to doświadczenie nie jest ostateczne. Istnieje jeszcze inna rzeczywistość - rzeczywistość odkupienia. Nawet, kiedy religią staje się kobiece ciało (Te Deum to także, a może przede wszystkim, zbiór erotyków).

Radosław Kobierski, "Glosa na marginesie Te Deum Tadeusza Dąbrowskiego", Topos, nr 5-6 / 2005.


Mamy tu i dojrzewanie do siebie i rozpoznania realiów, ironiczny dystans wobec ludzkich zachowań (jakże Barańczakowym głosem brzmi dystych: Ten katolik co marzy podczas podniesienia / by podnieść sukienkę klęczącej przed nim mężatce) i wobec samego siebie, a także konwencji (wiersz dedykowany Platonowi). Powagę przenika humor, zaś wzniosłość miesza się z przyziemnością (gdy mowa o przejściu wieczornej drogi krzyżowej przez osiedle). Uderza zarówno swoboda kunsztownej techniki, jak erudycja tych wierszy. (...) Wyróżniają się też erotyki Dąbrowskiego, zarazem delikatne i odważne, czułe i uważne (...). I ta wielopostaciowość poetyckiej narracji poświadcza, iż w liryce Dąbrowskiego drzemią wciąż nowe, nie odkryte jeszcze możliwości. Przyznam, iż gdybym miał zgłosić kandydata do następnej Nagrody Kościelskich, wysunąłbym właśnie autora Te Deum.

Leszek Szaruga, "Świat poetycki (XXIX)", Zeszyty Literackie, nr 4 / 2005.


W poezji na uwagę zasługują tomik Wisławy Szymborskiej Dwukropek i tomik młodego poety Tadeusza Dąbrowskiego Te Deum.

Henryk Bereza, "Perły i plewy" [podsumowanie wydarzeń kulturalnych 2005 roku], Przegląd, nr 1 / 2006.


Młody poeta portretuje rozdarcie współczesnego człowieka między potrzebą spełnienia w doczesnej rzeczywistości a tęsknotą za bogatym życiem duchowym i zakorzenieniem w łasce religijnej wiary. (...) Najnowsza książka poetycka Dąbrowskiego, poety obdarzonego niewątpliwym talentem lirycznym, pokazuje, że nowoczesna poezja religijna, wyzbyta dewocjonalnego kiczu, jest możliwa.

Jarosław Klejnocki, "Uwznioślić zmysły", Polityka, nr 2 / 2006.



powrót